10 marca 2018

Historia jednej deseczki...

Zawsze mi marznie tyłek. Tak już mam. Więc mój Tato jest taki kochany, że przynosi mi drewno. W piątek także mnie odwiedził. Dorzucałam do pieca zatem ten dar aż chwyciłam za coś, co wydawało mi się uchwytem od deski do krojenia... Wyciągnęłam i patrzę DESECZKA!!! Ale jaka ładna! Mówię do Taty, przyniosłeś mi to na SPALENIE? JAK TO! I się okazało, z bólem mego serca, że to nie pierwsza taka deseczka... Oczywiście, że TA nie poszła do pieca! O ZGROZO! Deseczka jest śliczna a Tateł już wiem, że Córka lubi takie pierdoły :)



Zatem deseczka pojechała ze mną grzecznie do domu. Przyjaciółki rękodzielne poradziły wyryć na niej jakąś sentencję. Zatem wzór był, jak widzicie na zdjęciach.



Sprzętu jednak brak, ale i z tym sobie poradziłam. Jestem uparta. Mam taki mały nożyk, który służy mi do wypalania i nim się posłużyłam. Od czego są palniki w kuchence. Zatem zaopatrzona w słuchawki, dobrą muzykę i nożyk wypalałam wzór na mojej deseczce. Początkowo nie robiłam tego dokładnie, bo nie widziałam co jest pod spodem, dopiero gdy już całość odcisnęłam musiałam jeszcze to poprawić.



Ostatecznie mi się udało skończyć po półtorej godziny. Jestem z siebie dumna, to było moje pierwsze wypalenie czegokolwiek w drewnie, myślę, że wyszło bardzo oryginalnie. I w pracy się dowiedziałam, że to znak ochronny podhalański, więc deseczka trafiła do mnie nie bez powodu ;)

Efekt końcowy:
Jakbyście chcieli zatem coś sobie wypalić w drewnie, wystarczy szablon, trochę cierpliwości (DUŻO) i gotowe ;)


4 komentarze:

  1. Eh, Ty Uparciuchu ������ Uprzyj się wreszcie na szczęście i piniondz dla matki przyfastrygowanej, a nie tylko coraz ładniejsze rzeczy uparłaś się robić ������

    OdpowiedzUsuń
  2. O matko! Nozykiem? Jesteś niesamowita!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale chyba tak kiedyś robili, nie mając narzędzi specjalistycznych? :)

      Usuń

Będzie nam bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie komentarz czy opinię. Dziękujemy!

Najpopularniejsze...