Przerabianie mebli to także rękodzieło.


Wczoraj cudownie spędziłam dzień wolny. Tak jak kocham-twórczo. Uświadomiłam sobie także, że dzielę się z Wami moją rękodzielniczą pasją już od OŚMIU LAT! Osiem lat temu kupiłam pierwsze narzędzia i półfabrykaty, i zaczęłam stawiać pierwsze, raczej chwiejne, kroki w tworzeniu biżuterii. Zdecydowanie wiele się zmieniło od tego czasu, rozwinęłam się. A teraz czuję, że rozpostarłam skrzydła na całą ich rozpiętość. W 2011 roku kupiłam też swoją pierwszą talię Tarota, ale to inna część mojego życia. Tak samo, jak jego częścią, odkąd pamiętam, jest fotografia. Pasjonuje się nią mój brat i ja też to lubię. A teraz, gdy Moja Mądrzejsza Połowa jest Fotografem, rozkochałam się w niej na dobre.



Ponieważ lubię spełniać się w sposób twórczy, skorzystałam z prezentu od Męża – lakierobejcy-i postanowiłam przerobić moją ikeowską szafeczkę. Jestem początkującą w tej dziedzinie i nie dorównam umiejętnościami mojej przyjaciółce Monice z eMTe place, jednak z efektu jestem zadowolona. Po kolei. Musiałam odkleić ażurowe nakładki, które wcześniej nakleiłam dla ozdoby i zetrzeć ślady kleju i taśmy. Gdyż nie miałam papieru ściernego, użyłam babskiego sposobu - starego pilnika do paznokci. Spisał się świetnie! Potem przyszedł czas na malowanie oraz wietrzenie mieszkania – co się okazało bardzo ważne! Początkowo, jak przystało na chainmaillowca, chciałam jako ozdoby do szufladek użyć elementy biżuterii chainmaille. Przeglądając przechowywaną w nich zawartość, znalazłam stare elementy biżuterii, która królowała u mnie, zanim wybrałam swój kierunek. Uznałam, że będzie doskonała, wystarczyło ją tylko postarzyć, gdyż w srebrnym odcieniu zwyczajnie nie pasowała do nowego koloru szafeczki. Użyłam do tego tej samej lakierobejcy oraz złotego pisaka. W tym momencie dał mi się we znaki mój brak cierpliwości. Jak trzeba czekać, to trzeba i ostateczny efekt można było podziwiać dopiero następnego dnia. Jestem dumna z efektów mojej pracy. Robiłam to po raz pierwszy i nawet jeśli nie wyszło perfekcyjnie, to ta niedoskonałość sprawia właśnie, że jest ona taka wyjątkowa. Miałam przy tym dużo frajdy, cieszyłam się jak dziecko. Jeszcze, z rozpędu pomalowałam naszą półeczkę na przyprawy i stwierdziłam, że chce więcej. Na szczęście (Męża, jak sam stwierdził) skończyła mi się farba, a sklep jest daleko. Zatem prezentuję Wam nową, odmienioną szafeczkę. Jak macie inne pomysły na ozdobienie drewnianych mebelków, pochwalcie się, bo przyznaję, że bardzo mi się to spodobało.



Komentarze